Dzień Zwycięstwa pozostaje jednym z najważniejszych rosyjskich świąt państwowych. Obserwacja tego, jak zmienia się samo świętowanie i narracja z nim związana, pokazuje, w którą stronę skręca cała Rosja. I okazuje się nagle, że w tym ogromnym państwie, z równie wielką historią, zaczyna powoli brakować miejsca.

Zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej wydaje się jednym z fundamentów, który spaja do dzisiaj naród rosyjski. Tak jak kiedyś konstytuował „naród” radziecki, dając wspólny powód do dumy i podstawę wspólnej pamięci wszystkim narodom, etnosom, religiom, które zamieszkiwały Sojuz. Sojuza już nie ma, jednak pozostało Wielkie Zwycięstwo, stające się powoli coraz bardziej rosyjskim, a coraz mniej radzieckim.

„Naród Zwycięzca” to kategoria ekskluzywna

Nie ma wątpliwości, że wszystkie narody starają się eksploatować swoją historię i mity na użytek bieżącej polityki. Amerykanie mają swoją koncepcję „Miasta na wzgórzu” która uprawnia ich do oświecania innych narodów, Polacy wizję Rzeczpospolitej Obojga Narodów, w której wszyscy żyli radośnie, a potem jak na złość nie chcieli się ponownie podporządkować i stworzyć federacji. Rosjanie mają wielki, wielonarodowy Związek Radziecki, gdzie proletariusze wspólnym wysiłkiem zbudowali potęgę państwa, pokonali absolutne zło, a na koniec wysłali ludzi do gwiazd. Rzecz w tym, że do niedawna to dziedzictwo wydawało się bardziej otwarte niż obecnie.

Jako że Polacy i Rosjanie są do siebie szalenie podobni, to Ci ostatni chorują na podobną chorobę co i my. Mylą pojęcia narodu z pojęciem obywatela, rozszerzając i zwijając tę pierwszą kategorię podług potrzeb. Trudno im się zresztą dziwić. Kto z nas, patrząc na mapę Rzeczpospolitej od morza do morza nie myśli sobie z dumą, że kiedyś to wszystko było nasze?

Nic dziwnego zatem, że Rosjanie najpierw próbowali budować ideę narodu radzieckiego, a kiedy inne narody wyrosłe z tegoż zaczęły postępować nie do końca zgodnie z rosyjskimi oczekiwaniami, to naród ten zaczął się zamykać. Obecnie wydaje się, że jedynym narodem prawdziwie radzieckim pozostają sami Rosjanie, a zatem „Narodem Zwycięzcą Faszyzmu” będą niedługo już tylko oni. Obecnie już trudno jest w przemówieniu Władimira Putina rozeznać się, gdzie skończył się radziecki, a zaczął rosyjski żołnierz i jego zwycięstwo. Ci, którzy poszli pod Berlin, stali się w narracji rosyjskiej jednym narodem i nie wymagają już oddzielenia od tych, którzy oglądają parady na Placu Czerwonym.

Dzień Zwycięstwa w inny sposób

Interesującym materiałem porównawczym jest wypowiedź Alaksandra Łukaszenki, który w swoim wystąpieniu z całego serca pozdrowił bohaterów. Wspomniał także, że nazizm został pokonany wspólnymi siłami wojsk sowieckich i ich sojuszników. Białorusini świętowali zresztą wybitnie po swojemu. Fabryka traktorów z Mińska zorganizowała flashmob układając życzenia z oświetlonych traktorów. Łukaszenka życzył natomiast swoim rodakom „spokojnego nieba nad ojczystą Białorusią” (здоровья, оптимизма, благополучия и мирного неба над родной Беларусью). Ewidentnie duch Mickiewicza obudził się w Białorusinie, który pisał tekst tego wystąpienia.

W przemówieniu Władimira Putina sojuszników zabrakło. Naród zwycięzca z okopów II Światowej zlewa się ze współczesnymi żołnierzami i patriotami. Zawędrowawszy tego dnia na Plac Czerwony Ukrainiec, może się pogubić w tym, czy Dzień Zwycięstwa to jeszcze wciąż jego święto, czy już stracił do tego prawo. Zresztą sama Ukraina również o to dba, zatrzymując w Odessie ludzi za wykorzystywanie w Dzień Zwycięstwa zakazanej symboliki radzieckiej. Jako Polak rozumiem pobudki, ale jako Ukrainiec chyba bym zgłupiał.

Polacy nie zwyciężyli

Osobiście mam z Dniem Zwycięstwa ogromny problem, bo w moim osobistym, polskim rozumieniu Armia Czerwona niestety nie przyniosła mojemu krajowi wyzwolenia. Jedynie zmieniła okupację trwałą, niemiecką, na przynależność do radosnego obozu państw socjalistycznych. Zainstalowawszy przedtem rząd wyszkolony w Moskwie, a następnie określając faszystami przedstawicieli niemal wszystkich sił politycznych II RP.

Tym jednak, czego nauczyłem się od moich rosyjskich przyjaciół, jest szacunek dla żołnierzy, do których dzisiaj zwracali się zarówno Putin, jak i Łukaszenka. Do tych, którzy wiedząc niewiele na temat zapadłych na Kremlu planów Stalina, starali się po prostu obronić ojczyznę, a następnie poszli wyzwalać inne narody. I tego odbierać im nie wolno, bo nie wierzę w to, że wyciągnięty z okolic Urala piechociarz siedział z kolegami i myślał o geopolitycznych sukcesach swojego państwa, które miały wyniknąć z ostatecznego pokonania III Rzeszy. On po prostu walczył, z wrogiem, którego trudno jakkolwiek tłumaczyć i który zgotował narodom Europy, w tym również Rosjanom, okrutne 6 lat wojny.

Na koniec warto jednak przypomnieć Rosjanom, że tego faszyzmu nie zwyciężyli sami. I nie mam tutaj na myśli innych narodów, które bezwiednie wrzuca się do jednego worka z napisem „naród radziecki”. Chodzi tu o Brytyjczyków, Amerykanów, Francuzów, Kanadyjczyków, Włochów, Serbów i wiele innych narodów, w tym Polaków, którzy walczyli w tej wojnie, niekiedy dłużej, niż mieli to okazję uczynić żołnierze radzieccy. Nie ma się co zastanawiać nad tym co by było, gdyby Niemcy miały wówczas otwarty tylko jeden front. Z polskiego doświadczenia zaznaczę nieśmiało, że nawet najbardziej odważne narody mogą wymięknąć, gdy równocześnie od wschodu i zachodu uderzą na nie potężne siły…

 

źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/rosja-09-maja-dzie%C5%84-zwyci%C4%99stwa-1339555/