Mamy w Europie kilka takich krajów, o których wiemy bardzo mało lub właściwie nic. Jeden z nich znajduje się za naszą wschodnią granicą. Chociaż dzielimy z nim kawał historii, to jednak dalej nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie „Kim są Białorusini?”. Odpowiedź można znaleźć w książce, którą niedawno opublikował Leszek Szerepka, były ambasador RP w Mińsku.

Leszek Szerepka doskonale wie, że Polacy o Białorusi nic nie wiedzą. Dlatego właśnie jego „Oblicza Białorusi” są właściwie zbiorem esejów, nie zaś jedną historią o Białorusi. Pan Ambasador biorąc się za pisanie swoich esejów, nie zdecydował się na objaśnianie ignotum per ignotum i nie wchodzi w niuanse i meandry Białorusi tłumacząc ją Polakom. Pisze prosto o najważniejszych cechach naszego sąsiada. Sukcesu komercyjnego mu to zapewne nie przyniesie, bo nie kojarzę żadnej książki poświęconej Białorusi, po którą w Empikach stałyby kolejki, ale znaczy to, że Leszek Szerepka ma po prostu misję. Chce, aby Polacy mieli okazję poznać swój kraj sąsiedzki, bo wie doskonale, że z braku wiedzy popełniamy głupie błędy.

Niestety nikt nie lubi przyznawać się do niewiedzy, dlatego najczęściej stwierdzamy, że skoro ze strony Białorusi nic do nas nie przeniknęło, to znaczy, że państwo to nie ma sobą i swoją kulturą nic do zaoferowania. To już natomiast prosta droga do stwierdzenia, że „nie ma czegoś takiego jak Białoruś”. Jedyne co tak naprawdę o nich wiemy, to że mają tam ostatnią dyktaturę w Europie. Dlatego nie jeździmy na Białoruś, nie czytamy o Białorusi, a naszym jedynym źródłem wiedzy na temat tego kraju, jeżeli już chcemy się czegoś dowiedzieć, staje się Biełsat po polsku, który jest medium wyjątkowo stronniczym i misyjnym. Jeżeli za misję można uznać zwalczanie rosyjskich wpływów wszędzie gdzie są lub gdzie przewidujemy ich istnienie. Nie mówię, że Biełsat nie robi wielu rzeczy dobrze, ale przykładowy artykuł „Rosyjskie wilki terroryzują białoruskie wsie” mówi nieco o tym, co jest najważniejsze w wiadomościach podawanych przez tę stację.

Ukrainą być

Białorusini naprawdę mogą zazdrościć Ukrainie „czasu antenowego”, który posiada ona w polskich mediach. Jest to naprawdę wyjątkowe, że informacji w Polsce o Ukrainie jest aż tak dużo. To nie tylko poradniki o tym, jak przekroczyć granicę i dostać się do Lwowa, to setki książek, tysiące artykułów, wizyty polityków, współpraca NGO i oczywiście ogromna ilość stereotypów po obydwu stronach granicy. Ze względu na aktywną i stałą obecność Ukraińców w Polsce zaczynają się pojawiać między nami tarcia, ale my przynajmniej mamy się o co kłócić i sprzeczać. Na przykład o to, że Przemyśl i Rzeszów to tak naprawdę ukraińskie „Zakerzonie”, a nie żadna Polska Wschodnia (to oczywiście ciekawostka wiadomo, że największy spór mamy o Lwów).

Białorusini natomiast mają tego pecha, że po upadku ZSRR po prostu dostali niepodległość. W początku XX wieku ich ruch narodowy był najsłabszy, a do tego do fragmentów ich historii pretensje miały inne narody. Dodatkowo w piramidzie potrzeb Białorusina 80% powierzchni zajmuje „stabilność”, więc nie kłócą się i nie rysują map „Wielkiej Białorusi” tłumacząc Litwinom, że powinni im oddać Wilno. W efekcie nie tylko Polacy mało wiedzą o Białorusi, a nawet sami Białorusini mają czasem problemy ze samoświadomością i Białorusin przestaje być tworem historyczno-kulturowym, staje się stanem umysłu.

Problemem jest również znajomość języka, na co bardzo zwracał uwagę Leszek Szerepka. Stwierdzał, że „język białoruski może być skuteczniejszy niż broń przeciwpancerna” na rosyjskie czołgi, które jeżeli będą wjeżdżały do Mińska. Tylko gdy ten Mińsk przemówi do nich w języku obcym, wyjdą z założenia, że nie przyjechali „do siebie”. Ukraina przez to, co przeżywa obecnie wykuwa sobie jednak niezależność i świadomość własnej odrębności. O ile bowiem Białorusin z chęcią poszuka wspólnego pnia z innymi „Rusinami”, o tyle Ukraińcy o braterstwie z Rosjanami już tak chętnie nie wspominają.

Białoruska sinusoida

Mówiąc o Białorusi polski wzrok zawsze leci gdzieś dalej. Za błota i lasy aż do tej okrutnej Moskwy gdzie Siergiej Ławrow i Władimir Putin zacierają ręce i planują niszczenie kolejnych narodów. Dlatego drżymy o Białoruś, bo nie chcemy, żeby stała się Rosją. Stąd przede wszystkim wynika polskie wsparcie dla Białorusi i białoruskiej, prozachodniej opozycji. Chcemy, żeby Mińsk był niezależny, bo tylko wtedy rosyjskie czołgi nie będą stały u naszych wschodnich granic (a jedynie u północnych). W dodatku, kierując się myślą Giedroycia, bardzo chcemy, aby ten Mińsk w końcu się zdemokratyzował, żebyśmy mogli co 5 lat przeżywać na łamach gazet „czy tym razem wygra kandydat prorosyjski?”. Podobno taka nerwówka sprawia, że państwo naturalnie ciągnie na Zachód i oddala się od… a jakże, od Rosji (Mołdawia jest tutaj wyjątkiem, oni w ostatnich wyborach zrobili dokładnie na opak).

Łukaszenka doskonale wie czego pragną Polacy, problem polega na tym, że nie może im tego dać. Nie chce również dać Unii Europejskiej tego, czego ta by oczekiwała ale może jej sugerować, że już prawie gotów jest doprowadzić do demokratycznych wyborów. I tutaj Leszek Szerepka przekonuje, że kolejna odwilż i ponowne zlodowacenie po niej jest nieuniknione. Obecnie w 2016 jesteśmy w podobnej sytuacji, jak byliśmy w 2008-09. Wtedy też wierzyliśmy, że Łukaszenka może się zmienić. Tymczasem on jest gotów przyjąć nasze inwestycje, otworzyć z nami fabrykę (najlepiej na Białorusi) czy zwyczajnie pohandlować wspomnianymi traktorami. Nie zamierza jednak, w imię czegoś w co ewidentnie nie wierzy, rezygnować ze swojej władzy,.

Przycumujmy Białoruś

Za każdym razem, kiedy przypomina mi się teoria sinusoidy, uświadamiam sobie, że mój kraj ma z Białorusią bardzo mało powiązań. Chciałbym, żeby książka Ambasadora Szerepki była jedną z tych lin, którymi postaramy się przycumować Białoruś do siebie. Nie po to, aby ją uzależniać, dominować, podbijać czy odzyskiwać polskie Grodno, a raczej po to, by Polak mógł się w Mińsku dobrze czuć. Niezależnie od oceny wydarzeń na Ukrainie, polskie zaangażowanie w Rewolucję Godności wyszło nam na dobre. Ukraińcy mają o Polakach przeważnie dobre zdanie, przynajmniej mieli je ostatni raz, kiedy miałem okazję wizytować moich wschodnich sąsiadów. To może się zmienić, bo dobre stosunki nie są dane raz na zawsze, ale trudno powiedzieć, żebyśmy byli sobie obcy.

Dlatego chciałbym, żeby książki, wykłady i konferencje o Białorusi zagościły w Polsce na dobre, a osoby takie jak Leszek Szerepka dzieliły się swoimi doświadczeniami. Bo Białoruś trzeba przede wszystkim poznać i zrozumieć. Potem możemy myśleć nad tym, jak będziemy działać podczas kolejnej „odwilży”. Rozsądnie rozpoznać to, co możemy osiągnąć. Rosji w życiu Białorusi nie zastąpimy, ale moglibyśmy się z nią zwyczajnie zaprzyjaźnić.