Polski MSZ postanowił opublikować na swojej stronie notkę wewnętrzną z 04.03.2008 roku stanowiącą krótką analizę polityki Polski wobec Ukrainy i Rosji. Dokument do 2015 był zastrzeżony, jednak walka polityczna okazała się ważniejsza niż interes mojego kraju, dlatego padła decyzja o pochwaleniu się dokumentem i skomentowaniu go przez ministra Waszczykowskiego.

Kusi mnie, żeby odnieść się do słów naszego Ministra Spraw Zagranicznych i wszystkich komentarzy, które opublikowano na stronie ministerstwa, jednak zostawię to na kolejny wpis o polityce Polski wobec Rosji. Temat ten był ostatnio poruszany w środowisku eksperckim i wydaje mi się, że publikacja dokumentu MSZ miała związek z opublikowaniem wcześniej artykułu „Pożegnanie z Giedroyciem” w Onecie i na łamach Eastbooka. Tezy artykułu łączą się z oskarżeniem wobec PiS, jakoby partia ta przestawała realizować koncepcje Giedroycia i Mieroszewskiego i przechodziła na pozycje narodowe, interpretowane jako prorosyjskie. Innymi słowy, PiS miał się pożegnać z dziedzictwem polityki federacyjnej (i prometeistycznych koncepcji rozwalania Rosji na kawałeczki. Naturalnie nie tej współczesnej nam tylko Marszałkowi Piłsudskiemu).

Rzeczypospolitej służycie

Zanim napiszę, co zwróciło moją uwagę w samych „Tezach” chciałbym wykorzystać mój mały skrawek internetu do wyrażenia głębokiego zaniepokojenia działaniami naszego MSZ pod nowym zarządem. Jako człowiek, który przyłożył rękę do objęcia władzy przez PiS, czuję się upoważniony do stwierdzenia, że działania takie jak publikacja wewnętrznej notatki z MSZ, która miała charakter zastrzeżony, jest nieprofesjonalne, groźne i infantylne.

Po pierwsze, autorzy tej notatki żyją, są byłymi lub obecnymi pracownikami służby cywilnej Rzeczpospolitej Polskiej. Ich poglądy, sposób wyrażania tychże zawarty w tej notatce jest sprawą wewnętrzną mojego państwa. Nie życzę sobie i uważam za skandaliczne, aby takie dokumenty wypływały na światło dzienne i żeby każdy, od Lisbony po Władywostok mógł sobie ją przeczytać do porannej kawy, śmiejąc się z braku profesjonalizmu naszej dyplomacji. Trzymanie pewnych procedur to absolutna podstawa, jeżeli naturalnie chce się uchodzić za państwo poważne jak Litwa czy Białoruś.

Umiejętność przynajmniej chwilowego wyłączenia w zaciszach ministerstw wiecznej polsko-polskiej wojny o „najmojszość” racji jest cnotą, którą każdy polityk powinien sobie przyswoić bezwzględnie. I tak jak kiedyś skrytykowałem ministra Sikorskiego za to, że przy kolacji zapomniał, że dyplomatą jest się zawsze, tak Panu Waszczykowskiemu zwracam uwagę, z mojej pozycji mało istotnego komentatora, że szkodzi Pan Polsce, której zobowiązał się służyć. Ukraińcy na przykład potrafią to zrozumieć i były prezydent, będący kiedyś odsądzany od czci i wiary za bycie tym prorosyjskim teraz jeździ i prowadzi negocjacje w Mińsku w służbie swojej ojczyźnie.

Ta notatka ma niecałe 9 lat, została odtajniona w 2015 roku, a obecnie służyć będzie państwom trzecim do analizy polskiej polityki zagranicznej. Dałbym naprawdę sporo, żeby móc się dowiedzieć ile wejść z zagranicznych serwerów odnotuje dziś i jutro strona www MSZ. Argument, który niewątpliwie się pojawi, że jest to notatka stara, mająca już charakter archiwalny i odnosząca się do „innej Rosji”, bo tej sprzed wojny rosyjsko-gruzińskiej nie wytrzyma krytyki. Znowu państwa poważne, takie jak Białoruś, ale również Rosja czy Wielka Brytania z zasady rzadko publikują swoje wewnętrzne dokumenty, trzymając je w archiwach po kilkadziesiąt lat. A już na pewno nie robią tego z tak trywialnego powodu, jak udzielenie na łamach strony MSZ odpowiedzi na artykuł byłej pracownicy tejże instytucji. Co ważne, sama Pani Pełczyńska-Nałęcz, ani podczas konferencji, ani w swoich tekstach nie dzieli się szczegółami dyplomatycznej kuchni. Może dlatego, że nie ma nic do powiedzenia, a może dlatego, że rozumie pojęcie służby zagranicznej nieco lepiej niż inni byli ambasadorowie?

Dobra notatka

Wyjątkowe w skali całej tej sprawy jest to, że notatka „ujawniona” przez MSZ jest zwyczajnie… dobra. Pan Jarosław Bratkiewicz wykonał przyzwoitą pracę, chociaż podejrzewam, że notatkę przygotowywało kilka osób z departamentu (którzy mogą tam do dzisiaj pracować, ale kto by się tym przejmował, prawda?). Styl, w którym została napisana, jest odrobinę nadęty i ma w sobie jednak trochę z tej naszej polskiej dumy i buty w odniesieniu do naszego kilkunastokrotnie większego sąsiada, ale merytoryczności tekstu to nie szkodzi.

Poprawnie identyfikuje polską pozycję jako państwa średniego, które nie ma szans narzucić swojej woli samodzielnie, a o jego sile stanowi siła organizacji, w skład których wchodzi. To ma sens i ludzie mądrzejsi ode mnie to potwierdzają. Polska jest państwem średnim, to zaś wymusza na nas posiadanie funkcji w stosunkach międzynarodowych. Autorzy notatki rolę funkcji polskiej widzą w „tłumaczeniu” Rosji i wschodu całemu światu. Jest to rola wyjątkowa i bardzo trudna, mimo to na dobrym rozpoznaniu terenu, organizacji i przede wszystkim szerokich kontaktach osobistych moglibyśmy dużo ugrać. Nie chodzi tu o legendarne zrozumienie rosyjskiej duszy, której nie sposób pojąć umysłem. Chodzi tu o rozumienie Rosji właściwej, posiadanie kontaktów w tym kraju i zwyczajną bliskość z narodem. Nieuleganie tej romantycznej wizji Rosjan również jest w cenie. Rola państwa pośrednika ma sens, a postulat ożywionego dialogu z Rosją jest nie tylko właściwy, ale do dzisiaj aktualny.

Pomijając fakt, że po kilku miesiącach od publikacji wspomnianej notatki wybuchła wojna w Gruzji, to nie sposób nie uznać za poprawny toku rozumowania naszego MSZ w tamtym okresie. Zgodzę się, że Rosjanie raczej nie myślą o tym, aby nas dominować, bo Rosja jako mocarstwo regionalne w zglobalizowanym świecie ma interesy znacznie szersze niż tylko sięgające Europy Środkowej. Nie wiem do końca gdzie nasz MSZ w 2008 roku dostrzegł rosyjski kompleks Polski, ale Polacy będą Polakami, więc nie traktuję tego stwierdzenia jako znaczącej wady.

Ukraina się nie zdziwi

O ile do oceny Rosji przez nasz MSZ w 2008 roku można mieć pretensje, o tyle opis Ukrainy wydaje się trafiony w punkt. Przynajmniej w mojej ocenie kontakty między elitami i społeczeństwem po Pomarańczowej Rewolucji były zdecydowanie zbyt słabe, aby można było mówić o silnym polskim wpływie na ten kraj. Chociaż stanowiliśmy już wtedy wzór państwa, „któremu się udało” przejść ze Wschodu na Zachód, to wciąż elity ukraińskie Polski nie wizytowały. Młode ukraińskie elity mogły być wtedy jeszcze na studiach. Słusznie podkreślono rolę naszych przedsiębiorców i organizacji pozarządowych, aktywnie działających na Ukrainie.

Następne akapity pokazują też, że w 2008 roku nie wierzyliśmy za bardzo, co okazało się słuszną tezą, że Ukraina realnie będzie mogła się zbliżyć z Zachodem jako członek UE i NATO. Mamy rok 2017, Ukraina jest integrowana z Unią Europejską quasi-instytucjonalnie poprzez mechanizm umowy stowarzyszeniowej. Polska nie jest w stanie lub nawet nie próbuje przekonywać na szczycie w Warszawie, że Ukrainie trzeba rozpisywać mapy drogowe członkostwa w Sojuszu czy dać jasną deklarację o możliwości członkostwa. To jest analiza, która się sprawdziła i to znaczy, że jest to dobra analiza średniookresowa.

Notatka ma charakter techniczny, odziera więc polską politykę zagraniczną z haseł, form i ozdobników dając obraz smutnej rzeczywistości. Ukraińscy eksperci i młode elity przeczytają tę notatkę z pewnością i ze smutkiem odniosą jej tekst do współczesnej polityki Polski wobec Ukrainy. I na nic się nie zdadzą polskie tłumaczenia, że to były rządy „tamtych” bo my jesteśmy „ci nowi” i my chcemy Was wciągnąć do UE i NATO (bo potrzebujemy stabilnego i długiego państwa, które zgodnie z naszą doktryną rosyjskie czołgi rozjadą jako pierwsze, dając nam szansę do prowadzenia walki na nie swoim terytorium). Realizm nie jest przyjemny, za to kategoryczne hasła łatwo zapadają w pamięć. Zdolny dyplomata przypomni o tym Panu Ministrowi, gdy ten postanowi wybrać się do Kijowa i przypominać o strategicznym polsko-ukraińskim partnerstwie.

 

Zdjęcie Adrian Grycuk – Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=37535839