Między Białorusią i Rosją pojawiła się po raz pierwszy od ponad 20 lat strefa przygraniczna, przypominająca obydwu stronom, że wciąż nie są jednym krajem. Rosjanie twierdzą, że strefa ma ich zabezpieczyć przed ogromem nieszczęść idących z Białorusi. Niektórzy doszukują się tu ochłodzenia na linii Mińsk — Moskwa. Strefy przygraniczne wróciły 7 lutego.

Zgodzę się, że przywrócenie stref przygranicznych, zwłaszcza bez jakichkolwiek konsultacji ze stroną białoruską, co podkreślił białoruski MSZ, jest gestem nieprzyjaznym wobec Mińska. Ministerstwo podkreśliło również, że nie jest to pierwszy raz, gdy Rosja wykonuje działania wobec Białorusi w taki sposób. Wydaje mi się, że pewne znaczenie ma również fakt, że dotyczy to właśnie granic. Rosjanie lubią podkreślać, że są z Białorusinami jednym narodem, że mają w końcu to swoje „Państwo Związkowe” i że trzeba się integrować i zacieśniać więzy. To jest wszak fundamentem realizacji projektów eurazjatyckich Moskwy. Granica może przypominać Białorusinom, że to nie jest tak, że Rosja się nigdy od nich nie odwróci, a nie wiadomo, czy Unia Europejska będzie na nich czekać z otwartymi ramionami.

Naturalnie dla samego „przymknięcia granic” udało się już znaleźć dziesiątki uzasadnień. Jedno wypłynęło z siedziby samego FSB. Otóż strefa przygraniczna zostały przywrócone w celu „walki z nielegalnymi tranzytami, ruchami migracyjnymi, handlem narkotykami oraz terroryzmem”. Wprowadzenie samej strefy nie stanowi działania poprzedzającego wznowienie kontroli granicznych. Zwłaszcza ten pierwszy argument był szeroko przedstawiany w mediach, przy okazji wcześniejszych rewelacji o tym, że Białoruś potrafi sprzedawać Rosji nawet białoruskie owoce morza. Innymi słowy, stanowi punkt przerzutu towarów objętych przez Moskwę embargiem.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

W czasie gdy strona rosyjska w osobie swoich mediów doszukiwała się najróżniejszych uzasadnień dla decyzji FSB. Jedną z nich przedstawił białoruski dziennikarz turystyczny Anton Kaszlikow, stwierdzając, że decyzja jest odpowiedzią Moskwy na zniesienie przez Białoruś obowiązku wizowego dla podróżujących za pośrednictwem lotniska w Mińsku. Chodzi o to, żeby ci, którzy już się na Białoruś wybiorą, nie postanowili niepostrzeżenie przedrzeć się do Moskwy.

Potwierdza to również cytowany przez Lentę pracownik służb specjalnych, który tłumaczy, że dla Rosji największym problemem jest możliwość wkraczania na jej terytorium tych wszystkich ludzi, którym Mińsk zdecydował się znieść wizy. Są to przedstawiciele przeszło 80 krajów świata, w tym wiele państw europejskich. Oprócz tego Rosjan niepokoi naturalnie możliwość przenikania za pośrednictwem Białorusi różnych bojowników i terrorystów.

Trudno mi osobiście stwierdzić jak to jest rozwiązywane po stronie rosyjskiej. Jednak nawet tak problematyczne państwo jak Ukraina wie doskonale, kiedy składam im wizytę i to mimo faktu, że nigdy nie potrzebowałem wizy, aby tam przyjechać. Paszport wystarcza i jestem przekonany, że współpracownicy rosyjskich służb wiedzą o tym, że Mińsk na swoim lotnisku nie zrezygnował z kontroli paszportowej, a jedynie z obowiązku uiszczenia 25-60 Euro opłaty.

Co znaczyłaby granica na linii Mińsk — Moskwa?

Wspomniany Kaszlikow stwierdził również, że nawet przywrócenie granicy między Białorusią i Rosją mogłoby wyjść Rosjanom na dobre. Obecnie, zdaniem dziennikarza, przekraczają granicę i dziwią się, że po drugiej stronie nie można płacić ich rublami. Dając wyraz swojej białoruskości uznał, że dla jego współobywateli taka granica nie będzie stanowiła większego problemu. W końcu to po prostu kolejna kontrola, a Białorusini, naród światowy, wiele podróżuje i z granicami ma często do czynienia.

Żarty żartami, jednak Maciej Zaniewicz z portalu Eastbook, z właściwą polskim publicystom swadą, dostrzega w zachowaniu Moskwy żółtą kartkę dla Mińska. Ma to mieć związek z jego rzekomym prozachodnim kursem, który Łukaszenka próbuje pokazywać. Maciej oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę, że o żadnym realnym zwrocie na Zachód nie może być mowy. Rosja zdaje się po prostu tracić cierpliwość wobec swoich najbliższych partnerów. Poza tym Rosjanie jako wytrawni dyplomaci handlują wszystkim, niewykluczone, że zniesienie stref przygranicznych zostanie zmonetyzowane przy okazji najbliższych negocjacji.

zdjęcie: http://archive.government.ru/eng/docs/9761/photolents.html#PhotoSwipe1486504743442